Więcej niż marzenie 
 
    Marzyłem o palmach, złotym piasku. Siedzę w piętrowym autokarze, do luków zapakowałem dwie ogromne torby                       
z  najpotrzebniejszymi rzeczami, pożegnałem się z rodziną tzn. z żoną Anią i dwiema córkami Justyną i starszą Zanętą. Autokar rusza, 
niesamowite uczucie. Wiem, że nie jest to rozstanie na trzy dni, ale na dwa miesiące. Jadę do Finlandii, jest to wycieczka 
zorganizowana, połączona z zarobkowym zbieraniem czarnej jagody a później borówki. Nic o tym kraju nie wiem. Docelowym 
miejscem ma być północna część Finlandii-Laponia.Wyruszam pierwszego sierpnia "mocno" po południu. Po dwóch godzinach jazdy 
dojeżdżamy do przejścia promowego w Świnoujściu. Na odprawę czekamy półtorej godziny.Tak oczekiwana odprawa okazuje się 
bardzo szczegółowa. Wynosimy torby z autokaru, każdy czeka przy swoim bagażu na kontrolę. Będąc już na promie Polferries, 
odpływamy dopiero po północy. Jest pora wakacji i prom pęka w szwach. Mam dobre miejsce, w wygodnym fotelu lotniczym w 
salonie obok kawiarni, jest gwarno i bardzo kolorowo. Wszystkie miejsca siedzące są zajęte, podróżni bardziej zmęczeni ulokowali się 
w śpiworach i leżą na pokładzie między fotelami. Wszystko przebiega spokojnie, dopiero o godz.5.00 zaczyna kołysać, odwracam 
się od okna. Od patrzenia na wzburzone faje robi się niedobrze. Dopływamy do Ystat-Szwecja. Z daleka widać nabrzeże portowe, 
dżwigi, suwnice i sterty drewna przeznaczone na eksport. Opuszczamy prom, wsiadamy do autokaru i zaczynamy podróż. Mamy do 
przejechania prawie całą Szwecję, kierujemy się na Sztockholm. Cała Szwecja jest zadbana. Mijamy po drodze wiatraki do 
wytwarzania prądu, zadbane gospodarstwa rolne. Domy stojące na posesjach są drewniane, przeważnie parterowe w 
kolorze brązowym i z białymi wykończeniam. Jedziemy autostradą, spory ruch, po obu stronach drogi, lasy.Zaczyna się ciekawy 
krajobraz. Po lewej stronie jedziemy nad ogromnym jeziorem, wyspy, pływające jachty. Po prawej urwiste zbocza kamienne 
zabezpieczone siatką, jedziemy tak około 1 godz. Na pastwiskach krowy nie czarno-białe a szare, prawie srebrne. Robimy postój na 
stacji paliw żeby się rozprostować. 
W Sztockholmie jesteśmy o godz.16.39. Minęła doba , patrząc na mape, jesteśmy dopiero na 
początku trasy. Wielkie gmachy, firma Erikson, Konika, Hp. Piękne drogi, jedziemy serpentynami, różne poziomy, po 
bokach skały, przejeżdżamy obok jeziora z wyspami i pływającymi żaglówkami, tunele w skałach. Całe miasto w zieleni. Przez 
Sztockholm przejeżdżamy 15 min z prędkością 90 km/godz.bez żadnych świateł skrzyżowania bezkolizyjne. Jedziemy dalej, same lasy
 i piękne malownicze jeziora. Mamy jeszcze ok.1000 km. Przewiduję, że będziemy na miejscu 9-10 rano. Na parkingu spotkaliśmy r
odzinę z Polski. Jadą prawie w ciemno od kogoś słyszeli o pewnym miejscu, mają do niego jeszcze 800 km. W nocy oglądamy filmy 
w autokarze. Godz.7.00 przymusowy postuj do godz.14. Chodzi o tahograf. Mamy wolne, zwiedzamy małą miejscowość. Same 
domki Keli Familii, cisza, spokój w sklepach tylko za korony, jedynie na stacji paliwowej przyjmują euro, a wydają korony. Już się 
nudzimy. Do granicy mamy niecałe 200km. Za sobą zostawiliśmy Zat.Botnicką. Godz.15.19 jesteśmy na granicy Swedzko-Fińskiej, 
na odprawie mają kłopoty osoby,  nie mające paszportów tylko mają dowody osob. Granice przekraczamy w Tornio. Czas do przodu 
o 1 godz. Przejeżdżamy szeroką rzekę i Finlandia. 2 godz.do celu. Przejeżdżamy przez Rowaniemi, skocznie narciarskie widać           
z daleka. Jesteśmy na miejscu po 48 godz. Wyszedłem z autokaru wytaskałem swoje bagaże, położyłem się na wystrzyżonej 
soczysto zielonej trawie, zamknęłem oczy i nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się na prawdę. Przede mną roztaczał się wspaniały 
widok, strzelisty,sosnowy las, alejki, domki letniskowe. Zamieszkałem w 6-cio osobowym domku, 3 pokoje,  kuchnia wyposażona, 
lodówka, talerze,  garnki, patelnie, kuch.elektryczna, szafy, szafki, domek podpiwniczony. Znajdowała tam się duża chłodnia. Z okna 
między drzewami widać rzekę. Po wypiciu kawy poszliśmy w trzech nad rzekę tzn. Maniek,Tomek i Ja. Wtedy jeszcze nie 
wiedzieliśmy, że przez cały okres pobytu w Finlandii będziemy razem. Nad rzeką w tafli wody odbijały się drzewa przeciwległego 
brzegu.Cisza wokoło, że  uszy bolały. Co jakiś czas ciszę zakłócał plusk ryb wyskakujących z wody. Dowiedzieliśmy się później,  że  
to pstrągi tęczowe. Poszliśmy spać, o godz.1.30 
 Ranek czyste niebo.....
Łosoś, którego nie złowiłem. Finlandia, daleka pólnoc. Wody w okolicach Kitili.

Wybraliśmy się do znajomego. Samochodem około 500 km. Słonecznie, ciepło, pojechaliśmy więc. 
Byłem atrakcją. Polak to dla nich coś bardziej egzotycznego niż słoń. Po nocy, zapraszają do sauny. 
Trochę zdziwiony wyrażam zgodę. Rozbieram się. Okazuje się, że do sauny kawał drogi. Idziemy...  
W końcu, stop. Patrzę, przy brzegu jeziora, obok drewnianej starej łódki leży nowy silnik Hondy. W 
ogóle nie zabezpieczony. Okazuje się, że to Mattiego. Zdziwiony jest moim zdziwieniem. Mówi, że 
zawsze tak zostawia. Nigdy nie pomyślał, że silnik może zginąć. Mocuje do łodzi, płyniemy na drugi 
brzeg. Między wysepkami, powoli. Inaczej mówiąc, bayer .

Na drugim brzegu drewniana chatka, gotowa do zamieszkania. Obok sauna. Okazuje się, że 
przypłyneliśmy tam dla mnie. Matti chciał pokazać, gdzie wypoczywa. Nieśmiało powiedziałem, że 
rezygnuję z sauny, że nie ma sensu rozpalać wyłącznie dla mnie. W takim razie zjemy łososia - mówi. 
Nie zwracałem uwagi, gdy brał wędkę i szedł w kierunku rzeczki wpadającej do jeziora. Pomyślałem 
sobie - "szpaner", udaje, że się stara. Po 15 minutach wraca i kładzie na stół kilogramowego łososia. 
Pytam, gdzie kupił. Mało się nie obraził. Obrobił zdobycz, rozpalił ognisko, łososia na patyk i w ogień. 
Gdy był gotowy, powiedział, że dla mnie. Taki nie jestem. Wziąłem nóż i podzieliłem . Minęło  12 lat, 
a ja dalej pamiętam jego smak. 
Nie miałem doświadczenia wędkarskiego, a chciałem się zrewanżować. Stałem z wędką ponad 3 
godziny. Arvo i Matti nie mówili nic, czekali spokojnie. W końcu Matti powiedział :  Daj spokój, już 
czas...Pozostał smak zjedzonego i wstyd za nie złowionego. Szpaner...
Rokua, 30km od Oulu. Środkowa Finlandia...Wypoczynek sobotnio - niedzielny.
Pojechaliśmy wszyscy, tzn. rodzina Arvo oraz ja. Razem 9 osób. Przedział wiekowy od 6 do 46 lat. 
Szum, krzyk, harmider...Szczerze mówiąc miałem wszystkiego dość. Chciałem wracać. Podobne 
odczucia miała Heli,19 letnia córka Arvo.
Z uwagi na fakt, że takie rozwiązanie nie wchodziło w rachubę zaproponowała jezioro i ryby. Nie 
miałem pojęcia o wędkowaniu, ale chętnie na propozycje przystałem. Odczepiłem łódkę i wio... 
Mieliśmy jedną wędkę. Co ja mówię? Jaką wędkę??? Kawał kija z żyłką i haczykiem. Nie wiem 
skąd, lecz były też robaki. Heli zorganizowała. Gdy ustawiliśmy się we wskazanym przez nią miejscu, 
powiedziała:  ŁAP... Nie wiedziałem, co mam robić. Robaka   nie założę. Obrzydzenie mnie brało. 
Śliskie to takie, wyrywa się z rąk...
W   Ż Y C I U...!!!
Zauważyła moje zakłopotanie i głupawy uśmiech. Założyła jednego robaka, potem drugiego. Wiedziałem, że 
jest zła, ale cóż. To jaj jej towarzyszyłem, nie ona mnie. W ciągu 30 minut złapałem dwa okonie. Nie wiem 
czy dobrze określiłem. Raczej złapały się. W pewnym momencie patrzę, Heli wywala wszystkie robaki do 
wody i mówi: 
- Łowimy bez robaczków.
Bierze za żyłkę, wychyla się z łódki, podsuwa haczyk rybie pod nos i krzyczy:
- NYT !!! / teraz /Zacinam... jest. Ponagla mnie abym szybko rybę zdejmował. Bierze żyłkę, wychyla się, 
podsuwa rybie pod nos i....NYT !!!. Zacinam...Jest.
Dawno nie śmiałem się tak jak wówczas. Jak dziecko. Tym sposobem w ciągu godziny złowiliśmy 62 
ryby. Po powrocie ryby obrano i włożono do lodówki. Miały być do wieczornego grilla. Nie pamiętam powodów 
w każdym razie mu
sieliśmy wracać tego samego dnia. O rybach zapomnieliśmy. Wróciliśmy po dwóch 
tygodniach.Otwieramy drzwi domku i... Niesamowity odór. W pierwszej chwili pomyślałem, że ktoś się powiesił. 
Przeliczyłem wszystkich...Są.
Gdy Heli krzyknęła: KALA.../ ryba /, zaskoczyłem, wiedziałem co się stało. Spokojnym już głosem, powiedziałem:
- Ei kala, tama paska. / to nie ryba, to g.../
Jakiś umyślny wyłączył prąd w domku. Nie było cudów, kala musiała paść.
Zamiast wypoczynku było wietrzenie, sprzątanie. Nie powiem, było  wesoło...
wspominał   jori
wspominał jori
Nie wspominaj w samotności.
Nie pisz do  szuflady
                                  
   P R Z Y Ś L I J     
 
    
  
Przeczytają  wszyscy                       
SMAK   RYBY
wspominał  Grzegorz Faltynowski 
Powrót